Siedem najlepszych śląskich potraw

W naszych podróżach po śląskich lokalach gastronomicznych smakujemy rozmaite potrawy – znane na całym świecie, ale i tylko w naszym regionie, należące do street foodu, ale i wyjątkowo wykwintne. Są dania podawane szybko i takie, które tradycja nakazuje przygotowywać godzinami. Silesia smakuje bogactwem doznań kulinarnych dla każdego.

Ale jak właściwie smakuje Śląsk? Co należałoby postawić na stole, jeśli chciałoby się pokazać typowemu gorolowi, co jada się – i jadało – na Śląsku od dawna? Postanowiliśmy wybrać siódemkę potraw, które mogą być wizytówką Śląska. Są tu dania bogate i ubogie, zupy i dania główne, a nawet deser, potrawy codzienne i odświętne. Ewidentnie są to dania, które – o ile przygotowywane są poprawnie, a nie w oszukany, pospieszny sposób – już od pierwszego kęsa kojarzą się z naszym regionem.

Dlaczego tylko siedem, skoro Śląsk bogactwem kulinarnym stoi? To nie tylko nawiązanie do znakomitego, klasycznego westernu, ale przede wszystkim do szczęśliwej siódemki, obecnej w wielu kulturach. Jest następna po uważanej za pechową szóstce, a do tego w szczęście siódemki wierzyli starożytni Grecy, Rzymianie, czy nawet ludzie w czasach starotestamentowych. Dawniej było siedem cudów świata, dziś może być siedem kuchennych wizytówek Śląska.

Pierwsza na liście  – nie mogło być inaczej – jest królowa śląskich stołów: rolada. Potrawa, która pierwsza przychodzi na myśl na hasło “kuchnia śląska”. Początkowo pojawiała się na stołach tylko przy wielkich okazjach, takich jak wesele. Z czasem stała się tradycyjnym składnikiem rodzinnego niedzielnego obiadu. Zrobić dobrą roladę to sztuka nie lada, ale każda szanująca się śląska gospodyni ma swój sposób, aby wyszła doskonale. Ważne jest, aby użyć dobrego mięsa wołowego, a nie – jak się czasem zdarza – wieprzowego. Natomiast nadzienie rolady powinno być posiekane, a nie zmielone. Zgodnie z tradycją tylko taka rolada zasługuje na miano prawdziwej rolady śląskiej i od ponad dekady znajduje się na liście produktów tradycyjnych.

Wodzionka

Druga na liście jest wodzionka. Zupa, która wywodzi się raczej z tego, że czegoś brakowało, niż był czegoś nadmiar. Biedne wielodzietne rodziny śląskie nie mogły sobie pozwolić ani na wykwintne posiłki, ani na marnowanie czegokolwiek. Gdy więc zostawał w domu stary chleb, nie wyrzucano go. Czerstwe pieczywo krojono i zalewano wodą z solą, czosnkiem i odrobiną smalcu lub masła. Tak powstawała zupa, która syciła i pozwalała dotrwać do następnego dnia. Jak każda potrawa, wynikająca z biedy, miała w sobie przede wszystkim to, czego było najwięcej pod ręką. Dziś już takiej biedy nie ma, ale zupa przetrwała i trafiła nawet do restauracyjnych kart dań, jak choćby do opisywanego przez nas swego czasu Zielonego Ogrodu w Zabrzu. Wodzionkę można znaleźć – podobnie jak roladę wołową – na liście produktów tradycyjnych.

Kolejną pozycją jest druga z typowych śląskich zup. W przeciwieństwie do wodzionki wymaga nieco więcej pracy przy przygotowywaniu. To oczywiście słynny na cały kraj śląski żur. Nazwa pochodzi od niemieckiego “sauer”, czyli kwaśny. Co istotne – nie należy go mylić z żurkiem. Żur jest gęsty, niezwykle sycący i – co najważniejsze – wymaga dobrego, domowego zakwasu. Niech się schowają sklepowe towary zastępcze. Tylko domowy zakwas, jak też serce włożone w długie przygotowywanie tej zupy, przełoży się na jej niepowtarzalny smak i aromat. No i jeszcze – jak powiada stare przysłowie: dobry żur, kiej w niem szczur. Czyli kiełbasa. Uważamy, że w tradycyjnym żurze obowiązkowa nie jest, ale kiedy się na nią trafi, to niebo w gębie!

Żur śląski

Obiad obiadem, ale dobrze byłoby skosztować jakiegoś deseru. I tu właśnie na stół wjeżdża taki deser, że palce lizać! Cytrynowa szpajza! Kremowa i puszysta. Frykas, który w niektórych domach był przygotowywany w wersji czekoladowej lub jeszcze innej. Delikatna piana z ubitych jaj, usztywniona żelatyną. Brzmi prosto, ale każde śląskie dziecko wspomina chyba szpajzę jako wspaniałą słodycz, którą pałaszowało się aż do wylizania naczynia, w którym ją serwowano. Szpajza zaczynała, podobnie jak rolada, jako danie serwowane przy wielkich okazjach. Z czasem spowszedniała, ale nadal ma ten wyjątkowy smak. Nam pyszną szpajzę zaserwowano swego czasu w Cafe Kattowitz.

Kolejna potrawa na liście wydaje się być zwykłą przekąską, ale nic bardziej mylnego! To prawdziwy hit, który rozchodzi się w sprzedaży w rekordowym czasie. Słynna cieszyńska kanapka ze śledziem. Danie mające kilka tysięcy fanów na Facebooku. Mające własną stronę internetową. Będące absolutnym hitem w Cieszynie i poza nim. Od wielu lat produkowane tylko i wyłącznie przez PSS Społem w Cieszynie. Skąd taka wielka popularność śledzi na kanapkach? To efekt wymiany handlowej z czasów minionego ustroju. PRL wysyłał produkowane w Cieszynie wafelki “Prince Polo” na Islandię, gdzie w krótkim czasie stały się bardzo popularne. W zamian od wyspiarskiego kraju otrzymywaliśmy – jakżeby inaczej – śledzie. Które w Cieszynie trafiły na kanapki i jakoś tak przypadły wszystkim do gustu.

Przedostatnie danie na naszej liście to potrawa tradycyjnie związana ze świętami Wielkiej Nocy, a wywodząca się z terenu Śląska Cieszyńskiego. Murzin, czyli ciasto drożdżowe w kształcie bochenka chleba, z zapieczonymi w środku kawałkami szynki, kiełbasy lub wędzonego boczku. Tradycyjnie z mocno przyrumienioną, bardzo ciemną skórką – stąd też prawdopodobnie jego nazwa. Kiedyś wypiekało się go w piecach opalanych drewnem bukowym, a unoszący się w nich popiół opadał na skórkę, dodatkowo barwiąc ją na mocną czerń. Pokrojony w grube pajdy, roztaczał w całym domu aromat świeżego chleba i wędzonych mięs. I najważniejsze – tak jak wiele produktów z naszej siódemki, murzin jest na ministerialnej liście produktów tradycyjnych.

Szpajza

Ostatnie miejsce na naszej liście okupuje krupniok. Dla kogoś spoza Śląska to może być po prostu kaszanka, ale my wiemy, że krupniok jest stuprocentowo nasz. I mamy na to dowody urzędowe. Nasza kiełbasa od 2016 roku może poszczycić się unijnym certyfikatem chronionych oznaczeń geograficznych. Co to oznacza? Że tak samo jak grecka feta czy szynka parmeńska, może być powiązany tylko z jednym, konkretnym regionem. Nigdzie indziej nie można wytwarzać kiełbasy o tej nazwie. Europejski dokument jest dodatkowo potwierdzeniem, że naszego śląskiego krupnioka absolutnie nie można pomylić z pospolitą, ogólnopolską kaszanką – nawet, jeśli w smaku jest bardzo podobny.

Czy coś pominęliśmy? A może Wasza siódemka różniłaby się od naszej?

Kategorie

KUCHNIA / KUCHNIA / Śląska

Komentarze

  • VeniVidiVici:

    Inne ciekawe propozycje: alternatywa dla szpajzy – kopa. Jedna z gmin już zastrzegła sobie swój przepis. Ciaperkapusta vel panszkraut. Galert.